ORIENTALISTA.PL
Start
Blog
Językowe
Podróżnicze
Linki
Kontakt
Włoski
Turecki
Tokpisin
Angielski
lipiec, 2012
Językowe
RSS
Jak mówią Papuasi
09/07/2012 18:32:11

Planti pipal ridim niuspepa. – Dużo ludzi czyta gazetę.

Choć pozory mogą mylić, nie jest to niegramatyczne angielskie zdanie spisane niedokładnie przez kogoś, kto nigdy nie zetknął się z zasadami angielskiej ortografii... Zdanie to nie jest bowiem napisane w języku Szekspira, ale w tokpisin – jednym z trzech urzędowych języków Papui Nowej Gwinei.

Papua – kraj niewiele większy od Polski (pow. 462 tys. km²) jest światowym rekordzistą pod względem liczby używanych języków. Mówi się tam 800 językami (wg różnych źródeł od ok. 750 do ponad 900) na ok. 6000 wszystkich języków świata! Tak duża ilość języków na stosunkowo niewielkim obszarze powoduje, że mieszkańcy Papui są z reguły wielojęzyczni, a posługują się nie tylko językami lokalnymi, ale również pomocniczymi – tzw. pidżynami.

Pidżyny mają uproszczoną leksykę, morfologię i składnię w stosunku do języka źródłowego (w przypadku tokpisin – angielskiego), wzbogacane są jednak o elementy charakterystyczne dla substratu (podłoża etniczno-językowego). Nie inaczej jest w przypadku języka tokpisin – choć w pierwszej chwili przypomina on uproszczony angielski, to po głębszej analizie ujawnia swój niepowtarzalny charakter.

Zapraszam na intrygującą lingwistyczną podróż, w trakcie której tokpisin odkryje przed nami część swoich sekretów. Umieszczony na końcu mini-słowniczek angielsko-tokpisin pozwoli na zorientowanie się w skali odrębności tych dwóch języków. Życzę dobrej zabawy!

Początki

Tokpisin (często stosowana pisownia rozłączna: tok-pisin lub tok pisin), zwany również neomelanezyjskim (ang. Pidgin English, Neomelanesian, Melanesian Pidgin, Melanesian English) rozwinął się poza Papuą Nową Gwineą, na plantacjach Queenslandu i Samoa, dokąd koloniści angielscy wysyłali setki tysięcy nowogwinejskich robotników. Aby pokonać barierę językową, w kontaktach między sobą i z pracodawcami, robotnicy używali uproszczonego angielskiego, który z czasem wyewoluował we współczesny język tokpisin. Po uzyskaniu niepodległości przez Papuę Nową Gwineę w 1975 roku, tokpisin obok angielskiego i hiri motu (tzw. policyjny motu, także pidżyn, ale na bazie austronezyjskiego języka motu) został uznany za język urzędowy na terenie całego kraju.

Tokpisin dzisiaj

Obecnie szacuje się, że z ok. 4 milionów mieszkańców Papui Nowej Gwinei, trzy czwarte używa tokpisin jako drugiego języka, zaś ok. 50 tysięcy jako pierwszego. Można więc już go uznać za język kreolski, czyli pidżyn przyjęty przez grupę społeczną za etniczny. Tokpisin jest najczęściej używanym językiem w papuaskim parlamencie i kontaktach handlowych Papuańczyków. Jest językiem szkolnictwa, mediów (linki do wiadomości i radia internetowego w języku tokpisin na końcu artykułu!) i religii (Biblia przetłumaczona w roku 1989).

Fonetyka

Spólgłosek i samogłosek jest zdecydowanie mniej niż w angielskim. Przeciętny użytkownik tokpisin używa 15 spółgłosek i 5 samogłosek:

b, d, g, h, k, l, m, n, p, r, s, t, v, w, y

(czytane jak w angielskim, czyli trzy ostatnie spółgłoski to odpowiedniki polskich: w, ł, j)

a, e, i, o, u

Mini-słowniczek angielsko-tokpisin

Jest to wybór kilkudziesięciu najciekawszych wyrazów, opracowany na podstawie internetowego słownika, którego pełną wersję można znaleźć pod adresem:

www.june29.com//HLP/lang/pidgin.html

Szybki link do wiadomości w języku tokpisin dostępny jest w każdej chwili z menu NEWS na stronie ORIENTALISTA.PL

adult - bikpela man

all right - orait

always – oltaim

aunt, paternal - bikmama, smolmama, kandere

bank (n) - haus mani

bathe - waswas

bathroom - ples waswas, rum bilong waswas

beautiful – nais

bedroom - rum slip

before – bipo

best – nambawan

better – mobeta

bicycle – wilwil

binoculars - glas bilong kapten

blood relative – wanblut

boat's crew – boskru

boot (n) - bikpela su

boyfriend - boipren

brain - kru bilong het

century - handet yia

certainly - orait orait

city – biktaun

colour – kala

come quickly - kam hariap

concert – singsing

conversation - toktok

corridor, hallway - ples wokabaut insait long haus

cup of tea – kapti

day – de

dentist - dentis, dokta bilong tit

dictionary - buk bilong painim mining

different - narakain, narapela kain

dry season - taim bilong san

each other - wanpela narapela

empty space - ples nating

enough – inap

equal – wankain

exit (n) - dua i go ausait

extremely - tumas, mo, tru

eyebrow, eyelash - gras bilong ai

famous - i gat biknem

far – longwe

farmer - man bilong wokim gaden

fast – kwik

fire – paia

first - namba wan

fish – pis

flour - plaua

flower – plaua

fur (of dog) - gras bilong dok

girl - gel, meri

good worker - man bilong wok

hair - gras, gras bilong het

hospital - haus sik

hour – aua

how much/many – hamas

I think (so) – ating

interpreter - man i tanim tok ples

it would be better if - mobeta sapos

kitchen - haus kuk, hauskuk, kisen

laundry - haus bilong wasim klos

lawyer - loia, loya, loman

lipstick - pen bilong maus

local language - tok ples

main road – bikrot

midnight – biknait

mirror - glas bilong lukluk

more – mo

mosque - haus lotu bilong ol mahomet

moustache - mausgras

mouth – maus

natural - samting tru

newspaper – niuspepa

notepaper - pepa bilong raitim leta

opinion – tingting

palace - haus bilong king

parents – papamama

rainy season - taim bilong ren

rich - i gat planti samting

schoolmate – wanskul

second - namba tu

sky - ples bilong klaut

spectacles – aiglas

talkative person - man bilong toktok

tape-recorder – teprikoda

thank you – tenkyu

thirsty - hangre long dring

today - tede, tude

toe - pinga bilong fut/lek

toothpaste - sop bilong tit

travel - wokabaut

truth - tok tru

university – yunivesiti

urgently – kwiktaim

videorecorder – vidiorikoda

wet season - taim bilong ren

wonderful - nais tumas

workday - de bilong wok

worst - nambawan nogut

 

Uwaga na zakręty
09/07/2012 18:21:26

Wyjeżdżając zagranicę, przede wszystkim do krajów słowiańskojęzycznych Polak narażony jest na każdym kroku na nieporozumienia wynikające z istnienia tzw. fałszywych przyjaciół tłumacza, czyli wyrazów wymawianych podobnie lub identycznie jak w języku polskim, a oznaczających coś zupełnie innego. Jest to zjawisko naturalne w przypadku języków blisko ze sobą spokrewnionych, jednak równie wiele podobnych pułapek językowych czyha na Polaków nieświadomych „zagrożenia” w słonecznej Italii... I nie mam tu na myśli tylko słynnego włoskiego „zakrętu”, który brzmi w uszach Polaka bardzo niecenzuralnie, ale szereg wyrazów codziennego użytku, których nieznajomość może prowadzić do czasem komicznych, a czasem kłopotliwych sytuacji.

Włosi zaczynają swój dzień od... colazione [wymawiane: kolacjone] czyli „śniadania”, zaś nasza „kolacja” to po włosku cena [wym. czena]. Gdy Włoch poprosi o panna, to niekoniecznie znaczy, że brak mu towarzystwa płci pięknej – włoski wyraz panna to po prostu polska „śmietan(k)a”... W restauracji gdy powiemy do kelnera po polsku, że potrzebna jest nam do obiadu mizeria, to nie dziwmy się jego zaskoczeniu, bo po włosku miseria [wym. mizeria] to „bieda”, „nędza”! Nieodłącznym elementem każdego włoskiego obiadu jest pasta czyli „makaron” lub generalnie wszelkie potrawy mączne. W dziedzinie kulinariów i uprzejmych zwrotów język włoski przypomina trochę pole minowe! Przykładów z życia wziętych jest pod dostatkiem. Nieco zakłopotana była polska turystka, która próbując wytłumaczyć kelnerowi, że chce więcej soku, usłyszała od niego succo (czyli „sok”), co zabrzmiało w jej uszach jak polskie suko! Nie mniej zaskoczona może być polska dziewczyna, która jako komplement może usłyszeć od Włocha, że jest bella creatura [wym. bella kreatura], czyli „pięknym stworzeniem” (też autentyk!)... Zresztą włoski wyraz garbata (w rodzaju żeńskim) to też komplement – oznacza osobę grzeczną, uprzejmą, układną. Kiedy Włoch chce powiedzieć, że dziewczyna jest ładnie zbudowana, użyje wyrażenia tutta curve [wym. tutta kurwe], co już zupełnie nie brzmi w uszach Polaka jak komplement! Innym potocznym określeniem ładnej dziewczyny jest pupa i wcale nie chodzi tu o tylko tylną część ciała, bo wyraz ten znaczy dosłownie „laleczka”. A gdy Włoch powie, że podoba mu się jej gamba, to nie ma na myśli twarzy, tylko nogę...

Nie gratulujmy Włochowi, który nam powie, że jest licenziato [wym. liczencjato], bo nie znaczy to, że otrzymał jakąś licencję, tylko że go zwolniono z pracy! Chcąc załatwić sprawę urzędową, potrzebna jest zwykle nasza firma czyli... „podpis”! Tymczasem nasz polski wyraz „firma” to po włosku impresa [wym. impreza], choć nie w każdej włoskiej firmie jest imprezowo... Nasza polska „impreza” to po włosku festa. A gdy na imprezie w nowym towarzystwie znajomy Włoch użyje przy nas wyrazu presento [wym. prezento], to nie oczekujmy podarunku – on chce tylko nas lub nam kogoś przedstawić (od presentare – „przedstawiać”). Gdy w trakcie imprezy spragniony Włoch powie do nas ho sete [wym. o sete], to niekoniecznie znaczy, że chce sobie strzelić kieliszek dobrej wódki – ho sete znaczy tylko „chce mi się pić” (dosł. „mam pragnienie”). Gdy Włoch powie, że chce sobie usiąść na divano, to nie sadzajmy go na podłodze, bo divano znaczy „tapczan”, „kanapa”, a gdy powie, że szuka gabinetto, to nie odsyłajmy go do biura, tylko do ubikacji! Jeśli ktoś uczestnicząc w zawodach biegowych usłyszy, że jest blisko metà, to znaczy, że ma do przebiegnięcia jeszcze drugie tyle, bo metà to „połowa”.

Gdy w sklepie z odzieżą włoski sklepikarz opisując tanią kurtkę skóropodobną powie nam, że ona jest scura [wym. skura], to nie znaczy, że chce nam wcisnąć ciemnotę do głowy – scura znaczy li tylko „ciemna”! Szukając sklepu obuwniczego należy wypatrywać napisu scarpe [wym. skarpe] czli „buty”, a nie „skarpety”! Natomiast we włoskim sklepie z napisem drogheria [wym. drogerija] raczej nie należy szukać kosmetyków, bo to sklep z przyprawami korzennymi i artykułami kolonialnymi, od włoskiego wyrazu droga, czyli „przyprawy korzenne” lub „narkotyki”!!! Dlatego nie dziwmy się podejrzliwym spojrzeniom Włochów gdy w podróży będziemy rozmawiać swobodnie o tym, jak nam mija „droga”. Będą się zastanawiać nasi współpasażerowie co my tak ciągle o tych narkotykach! Pytając w hotelu o pokoje, gdy wielokrotnie usłyszymy wyraz camera [wym. kamera], nie bójmy się o to, że nasze kroki będą nieustannie śledzone przez hotelowe kamery. Wyraz camera to po polsku zwykły „pokój”. Jeśli nas na to stać, to dostaniemy pokój, w którym będzie bagno [wym. bańjo] czyli „łazienka”! Gdy Włosi nas pytają o to, ile wynosi w Polsce średnie miesięczne stipendio, to nie chodzi im o pieniądze dla studenta za dobrą naukę. Stipendio znaczy po polsku „płaca”, „pensja”. Tymczasem wyraz pensione [wym. pensjone] oznacza nie pensję, ale emeryturę lub rentę. Wyraz ten ma też inne podchwytliwe znaczenia. Pensione może oznaczać „pensjonat”, ale też np. „opłatę za noclegi i posiłki” w hotelach. Dlatego widząc w cenniku hotelowym określenie pensione completa, czyli „nocleg z pełnym wyżywieniem” nie dziwmy się czemu za pensjonat trzeba płacić tak drogo, bo chodzi o hotel!

Nie brakuje także we włoskim wyrazów, które Polakowi mogą kojarzyć się błędnie ze zwierzętami... Bodaj najsłynniejszy w tej kategorii jest włoski wyraz cosa [wym. koza] czyli „rzecz”, który w połączeniu z che [wym. ke] tworzy pytanie „co” (dosłownie „jaka rzecz”) często skracane do samego cosa. Włoski wyraz cura [wym. kura] to po polsku „troska”, choć ma jeszcze kilka innych znaczeń, m.in. „kuracja”, a to już podobne do włoskiego.

Mogłoby się wydawać, że pomocna będzie w kontaktach z Włochami znajomość jakiegoś języka zachodniego np. angielskiego lub niemieckiego, ale pomijając fakt nikłej znajomości języków wśród Włochów, nawet i na styku angielskiego i włoskiego czy niemieckiego i włoskiego może dochodzić do nieporozumień. Najlepszym przykładem jest angielski wyraz cold [wym. kold] lub niemiecki kalt czyli „zimny”. Po włosku caldo [wym. kaldo] znaczy „gorący”! Podobnych przykładów możnaby mnożyć, tak więc wybierając się w podróż do Włoch, jeśli nie jest się szczęśliwcem znającym język włoski, warto przed wyjazdem zaopatrzyć się w choćby niewielki słowniczek, który być może uchroni nas od wielu stresów.

Droga do studni
09/07/2012 17:38:29
Dobra znajomość języka obcego przy szwankującej wymowie może powodować nie mniej nieporozumień niż słaba jego znajomość. Oto przykład jak jedna błędnie wymówiona samogłoska może zmienić tłumaczenie całego zdania... Pewien egipski biznesmen prowadząc rozmowy handlowe w Polsce, posługiwał się językiem angielskim.  Choć dobrze znał język, to jego wymowa nie była idealna. Wyrażając nadzieję, że znajdzie sposób na współpracę z polskimi kontrahentami, użył typowego w takiej sytuacji stwierdzenia, odpowiednika naszego przysłowia „dla chcącego nie ma nic trudnego”, czyli: if there is a will, there is a way – dosłownie „jeśli jest wola, to jest i sposób”. Jednak w jego wymowie will – „wola” brzmiało jak well – „studnia”... Egipt kojarzy się przede wszystkim z pustyniami, więc wyraz „studnia” nabiera tu głębszego sensu... Jego stwierdzenie możnaby więc przetłumaczyć: „jeśli jest studnia, to jest i [do niej] droga” (ang. way to „droga” lub „sposób”...). Na szczęście w tym konkretnym przypadku sens całej wypowiedzi pozostał niezmieniony...
Jak się masz?
09/07/2012 17:38:29
Próbując nauczyć obcokrajowca prostego wyrażenia w języku polskim, można natknąć się na zupełnie nieoczekiwane przeszkody. Oto przykład z życia wzięty. Jadąc autobusem liniowym z Wiednia do Stambułu znalazłem się jako jedyny obcokrajowiec wśród kilkudziesięciu Turków. Bariery językowej nie było ponieważ znałem już wtedy turecki w stopniu umożliwiającym dość swobodną rozmowę, więc współpasażerowie chętnie ze mną gawędzili chcąc się dowiedzieć czegoś więcej o mnie i moim kraju.

Kilku Turków chcąc usłyszeć jak brzmi język polski, poprosiło mnie abym im powiedział jak się mówi po polsku „jak się masz”, czyli tureckie nasılsın (wymawiame nasylsyn). Powiedziałem więc „jak się masz”, ale Turcy na to, że nie o to im chodzi! Trochę mnie to zaskoczyło, bo wydawało mi się, że dobrze zrozumiałem ich intencje, ale cóż, słucham jeszcze raz ich pytania. A oni nadal – chcą się dowiedzieć jak powiedzieć po polsku „jak się masz”... Powtarzam więc wyraźnie: „jak się masz”. Ku mojemu zdumieniu oni jednak nadal twierdzą, że nie o to im chodzi! O co więc im chodzi? Przecież nie znają polskiego! Zacząłem już powątpiewać w moją znajomość języka tureckiego, bo po trzecim identycznym pytaniu i moim ponownym „jak się masz” wymówionym polszczyzną najczystszą z możliwych, oni nadal twierdzili, że nie o to im chodzi! Po kilku bezowocnych próbach wyjaśnienia jak się mówi po polsku „jak się masz” i nieuniknionej konsternacji, że nie można się porozumieć w tak prostej sprawie, postanowiłem im to napisać! Wziąłem kartkę i napisałem wyraźnie: „jak się masz”. I nagle wszystkim Turkom oczy się otwarły i usta z wrażenia, bo zrozumieli skąd się wzięło nieporozumienie! Co się okazuje? Turcy słysząc polskie „jak się masz” myśleli, że słyszą niedokładnie wymówione tureckie iyi akşamlar czyli „dobry wieczór”, które szybko wymówione mógłby Polak nie znający tureckiego zapisać „jakszamlaż”, a więc podobnie do „jak się masz”! W wersji pisanej (a także w wyraźnej wymowie: iji akszamlar, przy czym końcowe „r” przypomina trochę nasze „ż”) wyrażenia te różnią się diametralnie, dlatego ucząc się tureckiego chyba niewielu zdaje sobie sprawę z podobieństawa „jak się masz” do „iyi akşamlar”...

Do komicznych sytuacji często dochodzi gdy Turcy słyszą polskie imiona, bo wiele z nich przypomina im coś zabawnego lub wręcz nieprzyzwoitego! Ciekawym przykładem jest polskie imię Mietek, które Turcy przyjmują z dużym rozbawieniem, bo przypomina im tureckie mini etek czyli „spódniczka mini”.
4 element(y|ów)